AleBrowar – John Cherry

AleBrowar---John-CherryData przydatności: 01.10.2015.

Cena: 8,80 zł
Pojemność: 0,5 l.
Producent: browar kontraktowy AleBrowar w browarze Gościszewo.
Nazwa: John Cherry.
Styl: Cherry Sour Ale.
Alkohol: 6,5 % obj.
Ekstrakt: 16,0 % wag.
Skład: woda; słody pilzneński, pszeniczny, Cantillon Gueze; chmiel Cascade; drożdże US-05, sok z wiśni tłoczonych na zimno.
Filtracja: nie
Pasteryzacja: nie.
Refermentacja: nie.

IBU: 15

Barwa: jasno czerwona, idąca w stronę landrynki, delikatnie zmętniona. Piana jasno różowa, średnio i drobno pęcherzykowa, mega obfita, utrzymująca się i ładnie oblepiająca szkło.  [4,5/5]

Aromat: początkowo wiśnie oraz nieco porzeczki, ale zdecydowanie z koncentratu, a nie świeżych owoców. Do tego landrynki, wyraźna kwaskowość, drożdże, jakby nuty szampańskie.  [3,7/5]

Smak: stosunkowo pełny, wyraźnie kwaskowy, początkowo niemal wykręcający (po chwili nie jest już tak mocny). Nuty owocowe obecne, ale wyraźnie nie są to owoce świeże, a przetworzone. Czuć, że mamy tu do czynienia z sokiem. Do tego nieco śliskie, nieco ściągające odczucie.   [3/5]

Cena / jakość: [3/5]

Długo oczekiwana ciekawostka z Alebrowaru. Dzikie ale, które nie miało z założenia aspirować do miana krieka, ale nie da się uniknąć tego porównania. Barwa jest niezła, choć nieco zbyt blada, a piana trochę przesadzona. Okazuje się jednak, że to nie zaleta tego piwa, bowiem ma ono tendencję do wybuchania, jeżeli nie zostanie najpierw uprzednio schłodzone. Z tego względu nie przetrwa raczej do końca terminu przydatności, jeśli nie będzie przechowywane w warunkach chłodniczych. Z pewnością jest to ciekawy eksperyment, jednak wspomniane ściągające odczucie oraz sztuczność owoców nieco mi przeszkadzały. Nie do końca smakowała mi także wersja „czysta”, którą próbowałem podczas WFP. Piłem już nieco lambików, geueze, faro etc. jednak nie miały one tego nieprzyjemnego posmaku. Piwowarzy muszą nad tym zdecydowanie popracować. Mimo tego gratulacje za odwagę.

Ocena końcowa: 3,55/5

T.Sz.

 

 

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *